Tygodniówka jest już chyba tylko z nazwy, więc z koncertowym spóźnieniem kilka ostatnich kadrów, m. in. z Solca Kujawskiego, gdzie mieszkaniec jednej z tamtejszych spółdzielni mieszkaniowych ma dość dziadostwa. Przykład? Rozsypany piasek, który zasuszył pobliskie drzewa. Drzewa pozują dość dramatycznie. Myślałem, że będzie bardziej dramatycznie, ale standardowo zrobione zdjęcia odbiegają od tego, co widziałem w mojej głowie, ale to chyba temat dla neurologa albo psychiatry.

Dalej lepiej. Potrzebny był obrazek do tematu o suszy, więc miałem okazję zapadać się w zbożu w środku silosa. Jako rolniczy debil spodziewałem się, że będę wspinał się do jakiegoś kolosa widocznego z kosmosu, ale na szczęście skończyło się tylko na 100-tonowym blaszaku (podobno spora sztuka jak na normalne gospodarstwo). Poprosiłem mojego bohatera o zrobienie mi zdjęcia, gdy stoję po uda w zbożu z miną „Jezu, będę wyglądał jak kretyn, ale zbiorę pewnie trochę lajków”, ale mój tymczasowy fotograf lepiej radzi sobie jednak w rolnictwie.

W Chełmży natomiast byłem u nowej dyrektorki tamtejszego Zespołu Szkół. Jak to zwykle bywa, zdjęcie, które najbardziej mi się podobało, nie trafiło do gazety. Tu też go nie pokażę, bo może faktycznie było słabe. Za to trafiło takie. Dla mniej spostrzegawczych spieszę z wyjaśnieniem, że za modelką są zdjęcia byłych dyrektorów tej placówki. Spokojnie – też tego nie widziałem wcześniej.

I na koniec koty. Koteły. Kotki. Kociaki. Crème de la crème mojego jestestwa. Są w życia każdego faceta momenty, w których ściąga on płaszczyk nieczułego na ludzkie uczucia gbura, tajemniczego cynika lub wypranego ze współczucia samca i po prostu rzyga tęczą ze słodkości. Z tym rzyganiem to prawda, a z resztą to proszę według uznania stwierdzić.