Po urlopowo-magisterskich zastojach przyszedł czas na powrót do pracy. I to z nawiązką, bo obecnie przeżywam klęskę urodzaju.

Tydzień zacząłem od wizyty u państwa Zazdżyków w Lubiczu Górnym. W nocy nieznani sprawcy wrzucili do ich sklepu motoryzacyjnego koktajl Mołotowa. To cud, że lokal nie poszedł całkowicie z dymem, biorąc pod uwagę liczbę łatwopalnych substancji na półkach.

Weekend natomiast powitałem na Toruńskich Manewrach Ratowniczych. Więcej o imprezie przeczytacie w Tylko Toruń. Ta edycja manewrów połączona była z oprowadzaniem mieszkańców miasta po forcie XIV.

Zaraz po manewrach pędziłem do Grębocina na Święto Latawca organizowane przez tamtejsze Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa. Mimo że nie jest to wydarzenie szczególnie widowiskowe, to polecam każdemu pojawić się tam w dzieckiem, chrześniakiem, młodszym kuzynem. Albo po prostu z kimkolwiek, kogo można umazać farbą :)

W sobotę zawędrowałem m. in. do Koronowa, żeby zrobić kilka zdjęć w trakcie treningu w zjazdach downhillowych. Panowie z całego województwa starają się, żeby tor był oficjalnym miejscem do generowania rowerowej adrenaliny. Oby im się. Ja tylko żałuję, że na zdjęcia miałem jedynie kwadrans…

I na koniec (prawie) tego dnia został  Solec Kujawski, gdzie koleżanka z redakcji Poza Bydgoszcz zajęła się kolejną, dyskusyjną interwencją tamtejszej policji. Na zdjęciu Dawid, główny zainteresowany w sprawie.

Tydzień zakończył się jednak zdecydowanie lepiej niż się zaczął, bo odwiedziłem studio Blackfish. Zdjęcia z taką wesołą ekipą to czysta przyjemność, a o tym, co będą robić, przeczytacie pod koniec miesiąca w Poza Bydgoszcz.

W międzyczasie na zlecenie agencji VMR odwiedziłem także wyścig Cyklo Gdynia i tamtejsze miasteczko Skody. Na razie instagramowa zapowiedź tego, co pojawi się w najbliższym czasie na blogu.