Jeśli tu trafiliście, to są dwa wytłumaczenia. Albo zainstalowaliście Lightrooma po moim ostatnim wpisie, albo jesteście moją dziewczyną. Albo chcielibyście wiedzieć, jak zacząć pracę z Lightroomem i zrobić pierwsze kroki. Czyli w sumie to trzy powody.

Selekcja zdjęć, czyli zanim zaimportujemy zdjęcia

Zanim uruchomimy nasze oprogramowanie, musimy zrobić krok wstecz w całym procesie obróbki i powiedzieć sobie dwa słowa o selekcji zdjęć. Tutaj nie ma złotego środka i każdy powinien w zgodzie z własnym trybem pracy opracować, jak dobrać zdjęć do późniejszej obróbki. Mogę Wam jedynie podpowiedzieć, jak ja to robię. W trakcie fotografowania są czasem przestoje. Bardzo często lwią część pracy fotoreportera pochłania czekania. I to czasem długie czekania. Uwierzcie, że to strasznie męczy. Wolałbym za każdym razem poświęcić te przerwy na robienie zdjęć. I takie okazje, gdy nic się nie dzieje, wykorzystuję na oznaczanie zdjęć w aparacie. W Nikonach jednym przyciskiem możemy zablokować usunięcie danego pliku. Podobnie robię przy portretach. Gdy przeglądam na bieżąco efekty, ignoruję zupełnie nieudane zdjęcia i oznaczam te, które w mniejszym lub większym stopniu przypadły mi do gustu. Przed skopiowaniem materiału na dysk usuwam nieoznaczone zdjęcia z poziomu aparatu trzema kliknięciami. Pierwsza selekcja za mną.

– A JAK USUNIESZ DOBRE ZDJECIE, PRZEMYSL NA CHLODNO, CO ZROBILES A NIE NA ZYWIOL, CO ZA AMATORSZCZYZNA I NIEODPOWIEDZIALNOSC!!!!!!11111oneone

Też słyszycie ten krzykliwy głos? Ba, może sami tak pomyśleliście? Macie po części rację. Sęk w tym, że w aparacie korzystam z dwóch slotów kart pamięci jednocześnie. Na jednej karcie pracuję (tzn. oznaczam, usuwam), a na drugiej spokojnie czeka w razie czego backup (kopię całego surowego materiału z ważniejszych zleceń robię także na dodatkowy dysk zewnętrzny). Na szczęście Nikon podwójny slot wykorzystuje już w lustrzankach serii D7XXX. Gdybym pracował na Canonie, zdyskwalifikowałbym od razu model 6D. Tu nawet nie chodzi o to, że przypadkowo usuniesz zdjęcie, bo w takich sytuacjach pomóc powinno specjalne oprogramowanie do odzyskiwania danych. A jeśli Wasza karta pamięci zawiedzie? Zdarza się najlepszym.

Jak zacząć, czyli budujemy naszą bibliotekę (catalog)

Lightroom nie jest programem tylko do obróbki zdjęć. Większość osób raczej nie zaprząta sobie głowy dodatkami, tylko od razu przechodzi do obróbki. Być może po jakimś czasie zaczęlibyście się rozglądać po Waszym środowisku pracy, zastanawiając się, po cholerę tu to wszystko. To błąd. Lightroom to także narzędzie do zarządzania naszymi zdjęciami. Wyobraźmy sobie tradycyjną bibliotekę. Półki, regały, katalogi, sygnatury i wiele książek, których co chwilę przybywa. Podobnie jest z Lightroomem. Tworzymy w nim zdjęciową bibliotekę, która pozwoli nam szybko i łatwo znaleźć dane zdjęcie, jeśli tylko o to (najlepiej już trakcie importu) zadbamy. Mnie nikt tego nie powiedział, sam nie doczytałem, więc teraz trochę z tego powodu cierpię. Na własnej krwawicy wytłumaczę, na co warto zwrócić uwagę na samym początku.

Zamiennie ze słowem „biblioteka” będziemy używać także wyrażenia „katalog”. Może to być trochę mylące, bo to także synonim folderów w naszych systemach operacyjnych. Jednak jeśli mowa o Lightroomie, to katalog oznacza zbiór naszych wszystkich zdjęć. Ściślej: informacje o tym, w jakich one są folderach, jak są obrobione, oznaczone, opisane, ocenione, itd. Kwestii oznaczania zdjęć poświecę osobny wpis.

.lrcat – zapamiętajcie to rozszerzenie. To właśnie plik naszego katalogu, który powinniśmy strzec jak oka w głowie. Może po dwóch sesjach i kilkudziesięciu obrobionych to nie będzie problem, ale gdybyście utracili ten plik, gdy Wasza biblioteka już trochę by się rozrosła, to obstawiam, że bylibyście bardzo smutni. Ważne więc, żeby trzymać ten plik na jakimś backupowym nośniku. Plik katalogu przydatny jest także po formacie systemu, reinstalacji Lightroom lub zmianie komputera. Wklejamy plik na dysk, wskazujemy programowi, z którego katalogu ma startować i jesteśmy w domu.

Ale zanim zacznę…

chciałbym powiedzieć Wam, że nie znoszę happysadu i cieszę się, że teraz razem będziemy nucili tę piosenkę. No więc zanim zaczniemy cokolwiek robić w Lightroomie, wypadałoby go skonfigurować przynajmniej w podstawowym stopniu. Uprzedzam, że skupimy się na podstawowych ustawieniach, które są przydatne na starcie. Wytłumaczenie chociażby zakładki External Editing wymagałoby co najmniej kilku wpisów z zakresu przestrzeni barwnych, formatów plików, itd.

Po odpaleniu po raz pierwszy programu od Adobe prawdopodobnie zastaniecie taki widok.

Cisnące się na usta siarczyste WTF?, wypadałoby powstrzymać i wyklikać Preferences w menu Edits. Skrót: CTRL + ,

  • Language – wybór języka. Polecam zostawić angielski.
  • Settings:
    • Show splash screen during startup – zaznaczenie tej opcji spowoduje, że zanim uruchomi się Lightroom, zobaczycie coś w stylu okna powitalnego,
    • Automatically check for updates – Wasz Lightroom będzie dbał o to, żeby był aktualny. Przydatne dla osób, które zapominają podlewać kwiaty czy nakarmić tamagotchi.
  • Default Catalog – lokalizacja Waszego pliku .lrcat, o którym wspominałem wyżej. Dobrze by było, gdyby plik nie był na partycji systemowej.
  • Import options:
    • Show import dialog when a memory card is detected – nocne brzęczenie komara. Kot drapiący w drzwi tylko po to, abyście wstali, otworzyli mu je i podziwiali, jak stoi dumnie w progu i nie wchodzi. Niedzielni kierowcy, którzy uważają, że fajnie jest pojeździć chwilę dłużej lewym pasem. Te wszystkie sytuacje są bez dwóch zdań irytujące. Od teraz możecie dopisać do tej listy także autostart LR. Kiedy tylko system wykryje pamięć zewnętrzną, Lightroom wyjdzie Wam na powitanie. Tutaj możecie to wyłączyć,
    • Select the „Current/Previous Import” collection during import – jeśli opcja jest zaznaczona, to po imporcie Lightroom przejdzie do zaimportowanych zdjęć. W innym przypadku po imporcie pozostaniemy cały czas we wcześniej wybranym folderze.
    • Ignore camera-generated folder names when naming folders – opcja dla wybrańców, którzy importują zdjęcia prosto z karty. Lightroom ignoruje nazwy folderów tworzonych przez aparat,
    • Treat JPEG files next to raw files as separate photos – jeśli robimy zdjęcia RAW+JPEG, to zobaczymy je osobno. Przydatne dla niektórych aparatów przy wykorzystaniu podglądów E&S,
    • Replace embeded previews with standard previews during idle time – podmiana załączonych podglądów na standardowe, gdy system jest bezczynny. Brzmi złowrogo, ale wyjaśnię to we wpisie dotyczącym importu,
  • Completion Sounds – w tej sekcji możemy dodać dźwięk odpowiednio dla zakończonego importu, transferu zdjęć w ramach tetheringu (gdy aparat mamy podłączony kablem do komputera i widzimy efekty na jego monitorze) czy eksportu,
  • Prompts – wciśnięcie przycisku Reset All Warning Dialogs przywróci wszystkie wcześniej ukryte okna dialogowe.

Location – tutaj widzimy opcję Store presets with this catalog. Jej zaznaczenie spowoduje, że Lightroom będzie szukał naszych presetów (zapisu, obróbki, itd.) w folderze naszego katalogu. Warto robić ich kopię co jakiś czas.

Lightroom Defaults  – jeśli czujemy, że coś sknociliśmy w ustawieniach, tutaj możemy to naprawić, resetując zmiany.

  • Camera Raw – zaznaczenie opcji Use Graphics Processor w tej sekcji przyspiesza obróbkę i renderowanie zdjęć w bibliotece. Opcja ta czasem komplikuje naszą pracę. W przypadku niektórych komputerów wykorzystywanie akceleracji powoduje zanik podglądu zdjęć. Wystarczy wyłączyć wtedy tę opcję i zrestartować program,
  • Camera Raw Cache Settings – tutaj ustawiamy wielkość pamięci podręcznej dla Lightrooma. Im większa, tym szybciej będziemy mogli pracować w module Develop,
  • Develop – zaznaczenie tutaj opcji Use Smart Previews instead of Originals for image editing pozwoli na szybszą obróbkę, ale nie możemy liczyć na podgląd w dobrej jakości.

Podsumowanie

  • Lightroom służy nie tylko obróbce. To potężne narzędzie do katalogowania zdjęć.
  • Nasz zbiór fotografii obecnych w Lightroomie to biblioteka.
  • Warto robić backup naszej biblioteki (pliku .lrcat).
  • Zanim zaczniemy pracę, warto skonfigurować program pod nasze potrzeby.

Oczywiście zaprezentowane ustawienia nie są jedyną słuszną prawdą. Na pewno dojdziecie do swoich przemyśleń po jakimś czasie i wrócicie do preferencji, żeby coś pozmieniać. W razie czego dorzućciedo Pieca.