Przyznam szczerze, że trochę mi się przedłużyło tworzenie tego wpisu. Tak długo, że za oknem mamy śnieg, a zdjęcia pochodzą z ostatnich dni naprawdę ciepłej jesieni. Trochę mnie smuci ten dysonans pogodowy. Tym optymistycznym akcentem chciałbym zacząć.

Z Grzegorzem poznaliśmy się ponad trzy lata temu jak fotoreporter z fotoreporterem – na temacie. Beatę, jeśli mnie pamięć nie myli, poznałem pod kościołem w dniu ich ślubu. Szybko się zaprzyjaźniliśmy.

Ich związek małżeński był punktem wyjścia do sesji. Od czasu do czasu wracał bowiem temat sesji zdjęciowej, którą miałem im zrobić. W końcu Grzegorz ukrócił to ględzenie i w tajemnicy przed Beatą powiedział: robimy!

Zaczęśliśmy się zastanawiać, gdzie zrobić tę sesję. Po odrzuceniu kilku propozycji zasugerowałem tereny w pobliżu toruńskiego poligonu, gdzie kilka dni wcześniej fotografowałem Adę i Mikołaja. Okazało się, że trafiłem w dziesiątkę, bo tam się akurat poznali. Grzegorz kilka lat temu miał zrobić zdjęcia kobiet, którym niestraszne są duże prędkości i które nie mają problemu z precyzyjnym manewrowaniem samochodem. Wśród nich była Beata i jej oczko w głowie. Nie, nie Grzegorz, ale czerwony Golf.

17 października 2017 roku Beata i Grzegorz obchodzili drugą rocznicę ślubu. Ów słoneczego dnia Grzegorz wyjeżdża Golfem z garażu i przywozi niczego nieświadomą Beatę na poligon. A tam… ja. Efekty tej niespodzianki możecie zobaczyć niżej.

Moi Drodzy, mimo że życzenia składałem Wam już wtedy, to jeszcze raz wszystkiego najlepszego, abyście byli cały czas wzorem dla innych par!